Jak pomóc dziecku nadpobudliwemu…

W dzisiejszym świecie mamy wiele różnych problemów, ciągła gonitwa, a czas szybko ucieka, problemy się powiększają. Czasem staramy się je rozwikłać, a czasem zostawiamy tak jak jest.

Jednym z problemów to jak wychowywać dziecko nadpobudliwe?

Każde dziecko jest inne. Są dzieci spokojne, które nie sprawiają żadnych problemów, ale też są „trudne” do wychowania. Mówi się wtedy, że występuje u nich nadpobudliwość psychoruchowa. Przyczyn doszukuje się różnych, wymienię m.in. ciężki poród, zła atmosfera w domu rodzinnym, jak i w nieodpowiednie wychowywanie.

Dziecko nadpobudliwe jest bardzo ruchliwe, rusza wszystko, co znajduje się w zasięgu jego ręki. Często jest gadatliwe, zmienia swoje nastroje, nie słucha. W szkole, nawet już w przedszkolu „popsuje” się przed rówieśnikami albo dokucza innym. Często otrzymuje kary lub uwagi do dzienniczka. Dziecko takie nie jest w stanie samodzielnie poradzić sobie z problemem i dlatego potrzebuje pomocy osób najbliższych – szczególnie rodziców.

Rodzice chcą, by ich nadpobudliwe dziecko było szczęśliwe i zdrowe – muszą przede wszystkim zmniejszyć napięcia w domu, ustalić plan zajęć, który wszyscy będą przestrzegać. Mają organizować dziecku zajęcia na miarę jego możliwości i nie zmuszać dziecka do zrobienia czegoś, czego nie lubi. Muszą być przy tym bardzo cierpliwi i często chwalić swoje dziecko.

Dziecko, gdy czuje, że jest kochane i akceptowane stara się być coraz lepsze, czuje się bezpiecznie.

Małgorzata

4 marca 2013

Wszystkich Świętych, Dzień Zaduszny

1 listopadaW dniu tym Kościół katolicki wspomina wszystkich świętych – znanych i anonimowych, dawnych i współczesnych. Uroczystość Wszystkich Świętych nie jest Świętem Zmarłych, ale przypomnieniem adresowanym do nas wszystkich, że każdy z nas powołany jest do świętości. Jest to osiągalne niezależnie o drogi naszego powołania, ale konieczna jest pomoc łaski Bożej. Stwórca powołuje do świętości wszystkich, dlatego każdemu człowiekowi pomaga swą łaską.

 

Poznaj dzieje swojego patrona i proś Go w modlitwie o wstawiennictwo u naszego Pana.

2 listopada

Obchodzony w tym dniu Dzień Zaduszny jest w Kościele katolickim dniem modlitw za ludzi zmarłych, których dusze oczekują w Czyśćcu na ostateczne spotkanie z Bogiem. Wspominamy zmarłych potrzebujących jeszcze oczyszczenia. A mogą uzyskać je tylko przez modlitwę wiernych i Kościoła. Służą temu m.in. tzw. wypominki za naszych najbliższych zmarłych. Przy ołtarzu odczytuje się imiona zmarłych i odmawia zwyczajowe modlitwy za wszystkich zmarłych.

Łącznie Dzień Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny przypominają prawdę o wspólnocie Kościoła, obejmującej świętych w niebie, pokutujących w czyśćcu i żyjących jeszcze na ziemi.

Małgorzata

30 października 2011

„ … ojcowie wasi na szczycie Giewontu ustawili krzyż…”

„ … ojcowie wasi na szczycie Giewontu ustawili krzyż. Ten krzyż tam stoi i trwa. Jest niemym, ale wymownym świadkiem naszych czasów. Rzec można, że ten jubileuszowy krzyż patrzy w [stronę] Zakopanego i Krakowa, i dalej: w kierunku Warszawy i Gdańska. Ogarnia całą naszą ziemię od Tatr po Bałtyk. (… ).Umiłowani Bracia i Siostry, nie wstydźcie się tego krzyża. Starajcie się na co dzień podejmować krzyż i odpowiadać na miłość Chrystusa. Brońcie krzyża, nie pozwólcie, aby Imię Boże było obrażane w waszych sercach, w życiu rodzinnym czy społecznym. Dziękujmy Bożej Opatrzności za to, że krzyż powrócił do szkół, urzędów publicznych i szpitali. Niech on tam pozostanie! Niech przypomina o naszej chrześcijańskiej godności i narodowej tożsamości, o tym, kim jesteśmy i dokąd zmierzamy, i gdzie są nasze korzenie. Niech przypomina nam o miłości Boga do człowieka, która w krzyżu znalazła swój najgłębszy wyraz”.

Słowa Jana Pawła II, wygłoszone podczas homilii Mszy Świętej w Zakopanem, 6.06.1997 r.

Jesteśmy uczniami Ojca Świętego, tak o sobie mówiliśmy, przyrzekaliśmy, obiecaliśmy ponieść dalej Jego dzieło i co teraz?

Małgorzata

24 października 2011

Kalendarz z życia Karola Wojtyły

Kalendarz z życia Karola Wojtyły do wyboru na papieża

  • 18 maja 1920 r. urodził się w Wadowicach Karol Józef Wojtyła, syn Karola i Emilii,
  • 13 czerwca 1929, kiedy ma 9 lat umiera mu mama, a 5.12.1932 r. umiera brat Edmund, lekarz,
  • 6 maja 1938 r. na powitanie, w czasie wizytacji Gimnazjum, wraz z prof. Szeliskim jako uczeń kl. VIII wygłasza mowę powitalną dla Arcybiskupa Adama Stefana Sapiehy,
  • 20 czerwca – 17 lipca pełni Służbę w 7 Batalionie 9 Kompanii Junackich Hufców Pracy,
  • Październik – początek studiów na Uniwersytecie Jagiellońskim (polonistyka,
  • 1 września 1939 – wybucha II wojna światowa,
  • 6 listopada – zawieszono pracę Uniwersytetu, następuje aresztowanie profesorów Uniwersytetu Jagiellońskiego,
  • Marzec 1940 – Karol rozpoczyna pracę w prywatnej firmie jako goniec sklepowy,
  • 11 października – rozpoczął pracę w fabryce Solvay w Borku Fałęckim. Przez rok pracuje w kamieniołomach w Zakrzówku, potem wewnątrz fabryki na tzw. „oczyszczalni wody”,
  • 18 lutego 1941 – umiera mu ojciec – Karol Wojtyła, Październik – studia na tajnych kompletach Wydziału Teologicznego,
  • 29 lutego 1944 – wracając z Solvayu po podwójnej zmianie, zostaje potrącony przez ciężarowy samochód niemiecki. Przebywa w szpitalu na ul. Kopernika w klinice chirurgicznej,
  • 1 listopada 1945 – przyjmuje święcenia kapłańskie z rąk księdza kardynała Sapiehy,
  • 2 listopada – Msza św. prymicyjna na Wawelu w Krypcie św. Leonarda,
  • 28 lipca – przyjazd do parafii w Niegowic,
  • 17 marca 1949 – przeniesienie z Niegowici do parafii św. Floriana w Krakowie,
  • 1974 – zostaje metropolitą krakowskim,
  • 6 sierpnia 1978 – w Castel Gandolfo umiera papież Paweł VI,
  • 12 sierpnia – wyjeżdża do Rzymu na pogrzeb papieża. Konklawe,
  • 26 sierpnia – następuje wybór nowego papieża, który przybiera imię Jana Pawła I,
  • noc 28 na 29 września – umiera papież Jan Paweł I,
  • 4 października – odbywa się pogrzeb papieża Jana Pawła I,
  • 14 października – początek konklawe,
  • 16 października (poniedziałek) 1978 r. – podczas siódmego głosowania, około godz. 17 15 Metropolita Krakowski Kardynał Karol Wojtyła zostaje wybrany na papieża. Przybiera imię Jana Pawła II.
    Przyjął dewizę – Totus Tuus (Cały Twój) i prosty herb, zawierający znak krzyża oraz literę M co stanowiło wyraz oddania Chrystusowi i zawierzenia Matce Najświętszej. Wielka radość nas Polaków. Czy pamiętamy o Janie Pawle II, jego naukach i przesłaniach.Małgorzata16 października 2010

 

Skrawek – jak było …

Właśnie – mija 30 lat od istnienia Solidarności. Przeglądając zdjęcia powróciłam w czasy jej powstania. Wielu się dla niej poświęciło i poświęca dalej, wielu oddało swoje, niejednokrotnie młode życie. Nie wolno nam o nich zapomnieć. Chcieli Nowej, Wolnej Polski dla siebie, swoich rodzin i dla nas wszystkich Polaków. W szeregi Solidarności wchodzili też jej przeciwnicy, bo taka była moda.

Oczywiście wszyscy zachłysnęliśmy się wolnością, cieszyliśmy się z pierwszych sukcesów. Ale nie na długo, nie podobało się władzy istnienie Solidarności. Nastąpił stan wojenny. Czołgi, armatki wodne, pojazdy wyjeżdżające na ulice naszych miast. Czuliśmy się jak w czasie wojny, tylko zastanawialiśmy się do kogo będą strzelać. Chciano nas zastraszyć. Ciągle dowiadywaliśmy się i nie tylko – widzieliśmy pobitych, aresztowanych, nękanych, mordowanych.

W sklepach zaczęło brakować podstawowych produktów do życia, stał sobie tylko ocet. Mleko i ser żółty dla dziecka – tylko przydział. Jak zjadało więcej, był problem. Czekolada jedna na cały miesiąc, mięso i buty na kartki. Trudno było wytłumaczyć taki stan rzeczy. Rzucano co jakiś czas towar, który był rozchwytywany w mig. Życie nasze polegało na bieganiu od sklepu do sklepu za wszystkim i stanie nawet po kilka godzin. Najgorsze jak brakło, kiedy doszła kolej kupowania.

Było naprawdę ciężko.

Dlaczego to wspominam? Ponieważ chciano skłócić nas – Polaków między sobą. Winą za taki stan rzeczy chciano obarczyć Solidarność. Poniekąd udało się to. Ludzie zabiegani, zdenerwowani wspominali lepsze czasy za komuny.

Dziś też widać ludzi zniechęconych, niezadowolonych z życia, wciąż narzekających, ciągle im źle, ciągle mają za mało. Ciągle szukają winnych, a sami z siebie nic nie dają. Co mają powiedzieć te rodziny, które potraciły swoich najbliższych i widzą, że ich odejście na nic się nie zdało.

Małgorzata

28 sierpnia 2010

Wyjazd do Katynia

Nasz wyjazd do Katynia rozpoczął (19-21 IV 2010) się na Dworcu Centralnym w Warszawie. Po zapoznaniu się z grupą i opiekunami udaliśmy się w 16-godzinną podróż pociągiem do Smoleńska.

Z dworca autokarem pojechaliśmy do stacji Gniezdowo, ok.18 km od Smoleńska Właśnie tu na stację kolejową dowożono jeńców z Kozielska. Tu następowała zmiana środka transportu na samochody więzienne, którymi oficerów wieziono dalej – na teren ośrodka wypoczynkowego NKWD w Lesie Katyńskim.

Następnie udaliśmy się na Cmentarz Wojenny w Katyniu. który już w latach 30 był wykorzystywany jako miejsce egzekucji przez sowiecką policję polityczną. Tam następował ostatni akt dramatu. Jeńcom wiązano ręce, a następnie uśmiercano strzałem z pistoletu w tył głowy. Zwłoki wrzucano do wykopanych uprzednio dołów. Ogółem zamordowano nie mniej niż 4 410 jeńców z obozu w Kozielsku.

Braliśmy udział we Mszy Świętej odprawionej przez miejscowego księdza. Modliliśmy się za poległych polskich oficerów i tych, którzy zginęli w katastrofie lotniczej 10 kwietnia 2010 r. pod Smoleńskiem.

W celu uczczenia ofiar zapaliliśmy znicze i postawiliśmy kwiaty i flagi polskie. Mogliśmy znaleźć swoich najbliższych, znajomych i osoby, mieszkające w naszym rodzinnym mieście, a poległe właśnie tutaj. To był cel naszego pielgrzymowania, zaplanowany wcześniej.

Tego nie spodziewaliśmy się zarówno my, jak i chyba większość Polaków, że 10.kwietnia wydarzy się taka tragedia narodowa. Dlatego kolejnym etapem podróży było miejsce katastrofy rządowego samolotu na lotnisku pod Smoleńskiem, gdzie straciliśmy naszego Prezydenta z małżonką oraz grono wybitnych ludzi. Padał deszcz, smutny był dzień i smutne miejsce. Pozostawiliśmy tu też kwiaty i znicze, a także jeszcze coś.

Zwiedziliśmy samo miasto Smoleńsk, katedrę prawosławną, a także odwiedziliśmy polską parafię, prowadzoną przez ojca Ptolomeusza.

Przed samym odjazdem ponownie pojechaliśmy do Katynia, by jeszcze raz pomodlić się za swoich rodaków, wspomnieć ich życie i śmierć.

Po tym wymownym akcie pamięci narodowej udaliśmy się w drogę powrotną do Polski.

Pielgrzymka ta była naszym oddaniem czci zarówno tym, którzy zginęli 70 lat temu, jak i tym, którzy oddając im cześć sami zginęli. Swoją śmiercią pokazali tym, którzy nigdy nie słyszeli o Katyniu, prawdę, którą skrywał las katyński.

Małgorzata

30 kwietnia 2010

Zdjęcia

Jedyna kobieta spośród ofiar Katynia

Janina Lewandowska, córka wybitnego polskiego generała, znienawidzonego przez bolszewików. W czasie przesłuchań podawała nieprawdziwe swoje dane w trosce o bezpieczeństwo swojej rodziny. Przebywała najpierw w Ostaszkowie, a później w Kozielsku, zamordowana w Katyniu.

Marzeniem Janiny Dowbor-Muśnickiej była kariera śpiewaczki, ale okazało się, że dziewczyna miała za słaby głos, a ojciec sprzeciwiał się takiej karierze. Młoda Janina wybrała – latanie. Została członkinią Aeroklubu Poznańskiego, ukończyła Wyższą Szkołę Pilotażu oraz kursy we Lwowie, a także w Dęblinie w zakresie radiotelegrafii. Jako jedna z pierwszych Polek ukończyła również kurs samolotowy, szybowcowy i spadochronowy. Jako najstarsza i nieodrodna córka legendarnego dowódcy powstania wielkopolskiego gen. Józefa Dowbor-Muśnickiego była równie nieustraszona, toteż na kartach historii lotnictwa zapisała się jako pierwsza kobieta w Europie, która wykonała skok spadochronowy z wysokości 5 tys. metrów.

Latem 1936 r., poznała instruktora pilotażu, płk. Mieczysława Lewandowskiego. W sierpniu 1939 r. w kościele św. Justa w Tęgoborzu odbyła się skromna uroczystość ślubna, po której zostało pamiątkowe zdjęcie, młoda para uwieńczona na tle szybowca. Wojna szybko rozdzieliła młodych małżonków. Wiadomo tylko, że Janina 3 września, wraz ze swoimi kolegami pilotami cywilnymi, wyruszyła pociągiem towarowym w stronę Wrześni. Mieczysław tego samego dnia wrócił do Poznania, by zabrać żonę, ale nie spotkał jej już ani w domu, ani na stacji kolejowej. Bezskutecznie poszukiwał jej później zarówno w Warszawie, jak i Poznaniu. Wkrótce wpadł w ręce hitlerowców i został wywieziony do Generalnej Guberni. Jakimś cudem stamtąd się wydostał i przedarł najpierw do Francji, później do Anglii, gdzie walczył w 302. Dywizjonie Myśliwskim.

Nadszedł 22 września Sowieci otaczają pułk lotników, wybierają oficerów (wśród nich jest Janina ubrana w męski oficerski mundur lotniczy) i wywożą ich w nieznanym kierunku.

Ppor. Janina najprawdopodobniej zginęła w dniu swoich 32 urodzin. Jej ciało zostało odnalezione już podczas pierwszej ekshumacji przeprowadzonej w 1943 r. Niemcy zaskoczeni wydobyciem kobiecych zwłok ukryli ciało, które później zaginęło.

W 1945 r. jej czaszka wraz z sześcioma innymi trafia do rąk prof. Bolesława Popielskiego, który przez kilkadziesiąt lat starannie ukrywał je przed UB i NKWD. Dopiero w 1997 r., przeczuwając zbliżającą się śmierć, zdradził swoją tajemnicę współpracownikom. Nowoczesne metody komputerowe potwierdziły, że jest to czaszka – córki gen. Dowbor-Muśnickiego.

4 listopada 2005 r. czaszkę Janiny z honorami wojskowymi pochowano w specjalnej urnie w rodzinnym grobowcu na cmentarzu w podpoznańskim Lusowie. Dwa lata później 5 października ta niezwykła Polka została pośmiertnie awansowana przez ministra obrony narodowej do stopnia porucznika

Małgorzata

30 kwietnia 2010

Cmentarze

Polski Cmentarz Wojenny w Katyniu

Polski cmentarz w Katyniu, został uroczyście otwarty 28 lipca 2000 roku. Leży tu ok. 4400 oficerów Wojska Polskiego, którzy po 17 września 1939 roku znaleźli się w niewoli sowieckiej i przebywali w obozie w Kozielsku – zamordowanych przez NKWD w 1940 roku

. Cmentarz obejmuje obszar 1,4 ha. Zawiera sześć dużych grobów zbiorowych ze szczątkami oficerów i dwie mogiły generałów. Groby leżą po dwóch stronach alei cmentarza, wiodącej do zespołu ołtarzowego z podziemnym dzwonem. Wokół cmentarza biegnie aleja, wzdłuż której umieszczono tabliczki z nazwiskami zamordowanych.

Polski Cmentarz Wojenny w Charkowie

Polski cmentarz w Charkowie, został uroczyście otwarty 17 czerwca 2000 roku. Spoczywają tu szczątki około 3800 polskich oficerów wojska, a także Korpusu Ochrony Pogranicza, których więziono w obozie w Starobielsku, wziętych do niewoli po sowieckiej agresji na Polskę 17 września 1939 roku. Wiosną 1940 roku, na mocy decyzji władz ZSRR, NKWD zamordowanych w ZSRR. Leżą też szczątki około 500 cywilnych Polaków, wywiezionych, po 1939 roku, z polskich obszarów okupowanych przez ZSRR, a także około 2800 mieszkańców Charkowa i okolic – ofiar stalinowskiego terroru z lat 1937-1938. Są wśród nich Ukraińcy, Rosjanie i Żydzi.

Punktem centralnym liczącego 2,3 ha cmentarza jest ołtarz ofiarny, który – wraz ze ścianą z nazwiskami pomordowanych, krzyżem oraz podziemnym dzwonem – stanowi rodzaj otwartej kaplicy. Prowadzi do niej aleja z tabliczkami inskrypcyjnymi 3,8 tys. zabitych polskich oficerów. Wokół drogi znajdują się mogiły z krzyżami rzymskokatolickimi i prawosławnymi. W południowej części cmentarza umieszczono ściany z nazwiskami pomordowanych mieszkańców Charkowa.

Polski Cmentarz Wojenny w Miednoje

Cmentarz polskich jeńców w Miednoje, ok. 200 kilometrów na północny zachód od Moskwy, otwarto uroczyście 2 września 2000 roku. Spoczywają tu szczątki ponad 6,3 tys. ofiar – w tym ok. 5 tys. policjantów, a także funkcjonariuszy Straży Granicznej, Korpusu Ochrony Pogranicza, żołnierzy Żandarmerii Wojskowej, Oddziału II Sztabu Głównego WP i pracowników wymiaru sprawiedliwości, zamordowanych w 1940 r. na mocy decyzji najwyższych władz ZSRR przez NKWD. Na cmentarzu w Miednoje nie ma grobów indywidualnych, a zalesiony teren z krzyżami okala pas tabliczek z nazwiskami ofiar.

Małgorzata

30 kwietnia 2010

Przyszła Święta w Piotrkowie Trybunalskim

7 marca o godz. 11.30 u Fary odbyła się Msza Św. w intencji o beatyfikację Sługi Bożej Matki Wincenty

Żyjemy koło świętych, nie dostrzegamy ich, ponieważ świętość jest cicha, niezauważalna. Takie było życie sługi Bożej Matki Wincenty, która założyła dnia 6 o1.1926 r. Zgromadzenie Sióstr Benedyktynek Samarytanek Krzyża Chrystusowego.

Założycielka odznaczała się wielką wrażliwością na potrzeby ludzi chorych, wzgardzonych, opuszczonych i odsuniętych na margines społeczny. Dla dzieci i młodzieży z upośledzeniem umysłowym w różnym stopniu organizowała placówki opiekuńczo-wychowawcze. Jej pragnieniem było, aby ludzie mogli się podźwignąć, odnaleźć sens życia i poczucie własnej godności.

Matka Wincenta – Jadwiga Zofia Jaroszewska urodziła się 7 marca 1900 roku w Piotrkowie Trybunalskim. Sakramenty święte otrzymała w kościele św. Jakuba „Fara” w Piotrkowie Trybunalskim . W drugim roku życia zmarł jej ojciec Władysław, a siódmym – matka Franciszka. Wychowaniem jej i sióstr bliźniaczek zajęła się najpierw babcia, a po jej śmierci ciocia Halina Jaroszewska, która prowadziła w Piotrkowie Trybunalskim prywatną szkołę koedukacyjną.

Od wczesnego dzieciństwa Jadwiga wykazywała wrażliwość na ludzką niedolę. W czasie I wojny światowej włączyła się do pracy w szpitalach wojskowych, pielęgnowała rannych żołnierzy, pomagała ofiarom wojny. W 1917 roku ukończyła Gimnazjum Heleny Trzcińskiej w Piotrkowie Trybunalskim i roczny kurs pedagogiczny w Warszawie. Pracowała jako nauczycielka w szkole ciotki, a wolny czas poświęcała ludziom nieszczęśliwym, słabym, odrzuconym, upośledzonym , od których inni się odsuwali. Mając 19 lat wstąpiła do Zgromadzeni Sióstr Franciszkanek od Cierpiących, a potem do Sióstr Szarytek. Dnia 6 stycznia 1926 roku podjęła pracę w szpitalu skórno-wenerycznym św. Łazarza w Warszawie bez wynagrodzenia, tylko za wyżywienie i bardzo skromne mieszkanie. Praca była niesamowicie ciężka, a ona miłością obdarzała chore dziewczęta i kobiety. W osobnym budynku zorganizowała oddział dziecięcy, w którym wprowadzono nauczanie i wychowanie. W październiku 1927 roku objęła prowadzenie w Henrykowie, k. Warszawy zakładu „Przystań” dla dziewcząt moralnie zaniedbanych i matek samotnych, zwłaszcza nieletnich.

Dnia 6 stycznia 1928 roku siostra Wincenta złożyła dozgonne śluby prywatne: ubóstwa, czystości, pokory i posłuszeństwa oraz przyrzeczenie pracy wspólnej w Stowarzyszeniu. W czerwcu 1928 roku zaczęła prowadzić zakład dla dzieci umysłowo upośledzonych w Karolinie. Kardynał Aleksander Kakowski dekretem z dnia 23 sierpnia 1930 roku zatwierdził Stowarzyszenie Samarytanek, a podczas pierwszej kapituły generalnej 20.10.1930 r. w Karolinie siostra Wincenta została wybrana przełożoną generalną. Stowarzyszenie rozwijało się . Dnia 8 grudnia 1932 roku Zgromadzenie Sióstr Benedyktynek Samarytanek Krzyża Chrystusowego zostało erygowane na prawie diecezjalnym. Ogłoszenie erekcji odbyło się 21 marca 1933 roku w uroczystość wielkiego patriarchy św. Benedykta. Podczas Mszy św. Matka Wincenta złożyła śluby wieczyste. Mimo złego stanu zdrowia Matka Wincenta nie ustawała w pracy. Do końca swojego życia nie przerwała pracy, leżąc w łóżku, w wielkich cierpieniach interesowała się sprawami Zgromadzenia. Po długich i ciężkich cierpieniach zmarła 10 listopada 1937 roku w Warszawie – miała 37 lat. 6.11.1988 r. z racji 50 rocznicy śmierci Matki Założycielki odbyła się Msza św., celebrowana przez bp. Jana Kulika w kościele św. Jakuba Fara w Piotrkowie Trybunalskim. Wmurowana została i poświęcona pamiątkowa tablica.

W tej chwili jesteśmy świadkami trwania procesu beatyfikacyjnego Matki Wincenty. Proces na szczeblu diecezjalnym w Polsce trwał w latach 1992 – 1996. We wrześniu 1996 roku akta procesowe przekazane zostały do Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych w Rzymie. 8 kwietnia na cmentarzu w Niegowie odbyła się ekshumacja ciała matki Wincenty. Uczestniczyło w nim około 110 sióstr przybyłych z różnych placówek, w tym z Rzymu i Białorusi. Doczesne szczątki Sługi Bożej zostały przeniesione z cmentarza parafialnego w Niegowie, odpowiednio zabezpieczone i złożone w sarkofagu w pobliskim kościele pod wezwaniem Świętej Trójcy w Niegowie. O godz. 16.00 rozpoczęła się uroczysta Eucharystia, którą celebrował arcybiskup Leszek Sławoj Głódź.

Dobrze jest ukazywać ludzi świętych, ponieważ dają nam przykład, jak należy żyć. A życie Matki Wincenty, naszej Piotrkowianki, było odzwierciedleniem miłosiernego Samarytanina, pochylającego się z wielką troską nad bliźnim.

Życiorys oparty na broszurce „Stanęła pod krzyżem człowieka”

Małgorzata

7 marca 2010

Rocznica wybuchu reaktora w Czarnobylu

Dzisiaj, od 26.04.1986 r., mija 23 rocznica radioaktywnego skażenia w elektrowni atomowej w Czarnobylu. Bezpośrednio w wyniku katastrofy zmarło 30 osób, ponad 200 zachorowało na chorobę popromienną, a z otaczających elektrownię terenów w promieniu 30 km ewakuowano ponad 350 tys. ludzi. Do tragedii doszło w wyniku przegrzania i częściowego stopienia rdzenia reaktora i wybuchu chemicznego wodoru powstałego w wyniku awarii systemu chłodzenia. Chmura radioaktywna rozprzestrzeniła się po całej Europie. Dwa dni po katastrofie, 28 kwietnia 1986 roku o godz. 7.00 w Mikołajkach zarejestrowano aktywność izotopów promieniotwórczych w powietrzu większą, niż normalnie. Informację przekazano do Centralnego Laboratorium Ochrony Radiologicznej w Warszawie, które ogłosiło alarm. Na wniosek Laboratorium, krótko po północy 29 kwietnia w Komitecie Centralnym PZPR ustalono, że dzieciom, szczególnie w województwach północno-wschodnich, nad którymi przeszła radioaktywna chmura, będzie podany wodny roztwór jodku potasu i pierwiastkowego jodu. Akcja rozpoczęła się w nocy.

Nie wydano jednak komunikatu o zagrożeniu radioaktywnym ani nie zamknięto szkół, a władze zachęcały do pierwszomajowych pochodów.

Pamiętam, jak dziś – była niema cisza. Nic nie wiedzieliśmy. Ci, którzy byli u władzy – oczywiście wiedzieli, „zabezpieczyli się” i swoje rodziny. Dopiero 1 maja, kiedy wyszliśmy z dziećmi z domu, zobaczyliśmy wielkie kolejki przy przychodniach. Byliśmy bardzo zdziwieni, ponieważ był to dzień wolny od pracy. Okazało się, że dzieciom dawkowano jod (trochę za późno). Oczywiście go brakło, nie wszystkie dzieci otrzymały, choć podaje się informację, ile to dzieci dostało. Nie wszyscy wiedzieli co się dzieje. Oczywiście w naszym mieście zorganizowano pochód pierwszomajowy, po którym poinformowano i zapraszano na wzięcie jodu. Mówi się, że nic się nie stało, że nam nic nie groziło. To nieprawda, ale o tym się nie mówi, jak zwykle. Ile potrzeba jeszcze lat, aby dowiedzieć się więcej?

Malgorzata K

26 kwietnia 2009